Niestety problemy są chyba moją specjalnością. Naszą ekspedycje zaskoczyła przedłużająca się zima i zerowe zainteresowanie ryb przynętami spiningowymi. Dopiero własnoręczna produkcja much tubowych (ukłon w stronę Karola Zacharczyka i Artura Fyrdyny) uratowała sytuację. Padło 7 troci (w tym cztery moje:) parę sandaczy i cała masa pięknych leszczy atakujących wszystko co wpadło do wody. Jak zwykle ryby słabo współpracowały z kamerą i brały zawsze tam gdzie mnie nie było. Mimo to zabijając się prawie o kamienie udało mi się "złowić" parę ujęć. Wszelkie niepowodzenia i niesprzyjającą pogodę wynagrodziło nam przednie towarzystwo i nauka kręcenia much.
Z wędkarskim pozdrowieniem Sebastian Kowalczyk